czwartek, 16 października 2014

Ceramiczny cudotwórca

   Rodowity lwowiak Eugeniusz Niemirowski pozostanie dla mnie symbolem człowieka wolnego i szczęśliwego, choćby nawet on sam się za takiego nie uważał. Tego niezwykle sympatycznego artystę plastyka poznałem za pośrednictwem super eleganckiej żony Teodory, z którą kontaktowałem się służbowo, gdy była jedną ze współkierujących dolnośląskim oddziałem Polskich Linii Lotniczych „Lot”.

   W latach 70. XX wieku nagle - z mojego punktu widzenia - oboje przeprowadzili się z wielkomiejskiego Wrocławia do wsi Parzyce między Bolesławcem a Nowogrodźcem. Tam, w zabytkowym młynie wodnym nad Kwisą, ona zamieszkała z nim, aby on mógł poświęcić się wypalaniu w elektrycznych piecach zaprojektowanej przez siebie unikatowej ceramiki.

   Podarowane mi przez Niemirowskich ozdobne wazony - jeden z rzeźbą wojów na koniach, drugi z motywami roślinnymi i ptakami - są na honorowych miejscach wśród moich najpiękniejszych domowych pamiątek.

   A kiedy raz odwiedziłem to małżeństwo w czasie dojrzewania wiśni, wróciłem do redakcji z pełnym wiadrem tych owoców zerwanych w ich ogrodzie.
 
02.2008