Kiedy zaczęto publikować w prasie moje teksty, najpierw w „Świecie
Młodych” w rubryce z listami czytelników do redakcji, następnie jako
współpracownika „Wieczoru Wrocławia”, w końcu jako dziennikarza „Gazety
Robotniczej” - przekwalifikowałem się z zabawy dorastających chłopców,
czyli z wycinania roznegliżowanych panienek z czasopism kolorowych (całkiem
gołych wówczas tam nie drukowano), na wycinanie własnych produkcji, wszystkich
jak leci. Zapału archiwisty starczyło mi na kilka lat. Aż zrozumiałem, że tego
szybko powiększającego się zbioru nie będę w stanie przewertować z uwagą nawet
ja sam. I wyrzuciłem makulaturę na śmietnik.
Jeśli ktoś chce badać moją dziennikarską - z przeproszeniem -
twórczość, zawsze może się do niej dokopać w poszczególnych redakcjach
albo w niektórych większych bibliotekach z czytelniami.
02.2008