Z teorią gramatyki zawsze było u mnie cienko. Mimo to nigdy - trawestując pana
Jourdain z komedii „Mieszczanin szlachcicem” Moliera - nie odkrywałem ze
zdumieniem, że „piszę prozą”, posługując się rzeczownikami, czasownikami,
przymiotnikami, liczebnikami, przyimkami, zaimkami, przysłówkami, spójnikami,
partykułami i inszymi - jeśli przez przypadek już nie wymieniłem wszystkich -
częściami mowy. Po cholerę sobie tym nazewnictwem zawracać głowę? Wyznanie to
wielce niepedagogiczne, ale jam przecież nie belfer!
01.2008
01.2008