czwartek, 14 sierpnia 2014

Rżnął głupa z pewną nieśmiałością

   W bezpośrednich kontaktach wydaje się być kimś ponadprzeciętnie nieśmiałym. Waldemar „Major” Fydrych nie wygląda na kogoś, kto w PRL-u liderował legendarnej Pomarańczowej Alternatywie - wrocławskiemu ruchowi happeningowemu, obnażającemu na wesoło absurdy ówczesnej „czerwonej” rzeczywistości. Żaden z niego typ przywódcy stada. Raczej typ singla w tłumie.

   Byłem obserwatorem i sprawozdawcą wrocławskich imprez Pomarańczowej Alternatywy, organizowanych w latach osiemdziesiątych XX wieku pod dowództwem „Majora” głównie w okolicach przejścia podziemnego na ul. Świdnickiej, na deptaku przed stojącą do dziś kolumną z zegarem i nieistniejącym od dawna barem „Barbara”. Młodzi zadymiarze rżnęli tam głupa z siebie i przede wszystkim z niepotrafiących sobie z nimi poradzić funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej.

   Bo jakże było im interweniować z użyciem pałek i gazu łzawiącego, gdy „zakłócający spokój i porządek publiczny uczestnicy nielegalnego zgromadzenia” świętowali - przewrotnie, ale jednak - np. rocznicę Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej? Która - co już śmieszyło publikę samo przez się - wybuchła w Rosji w polskim listopadzie…
 
01.2008