Byłem obserwatorem i sprawozdawcą wrocławskich imprez Pomarańczowej
Alternatywy, organizowanych w latach osiemdziesiątych XX wieku pod dowództwem
„Majora” głównie w okolicach przejścia podziemnego na ul. Świdnickiej, na
deptaku przed stojącą do dziś kolumną z zegarem i nieistniejącym od dawna barem
„Barbara”. Młodzi zadymiarze rżnęli tam głupa z siebie i przede wszystkim z
niepotrafiących sobie z nimi poradzić funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej.
Bo jakże było im interweniować z użyciem pałek i gazu łzawiącego, gdy
„zakłócający spokój i porządek publiczny uczestnicy nielegalnego zgromadzenia”
świętowali - przewrotnie, ale jednak - np. rocznicę Wielkiej
Socjalistycznej Rewolucji Październikowej? Która - co już śmieszyło publikę samo
przez się - wybuchła w Rosji w polskim listopadzie…
01.2008