Oj, wagarowałem w dzieciństwie - najpierw będąc uczniem wrocławskiej Szkoły
Podstawowej nr 30 przy ul. Wietrznej, a potem SP nr 77 przy ul. Ślężnej -
często i długo! Raz moja nieobecność tam trwała około miesiąca. Zamiast
się nudzić na lekcjach, wolałem oglądać filmy. Byłem stałym bywalcem kin z
seansami porannymi: „Warszawy” i „Śląska” przy ul. Świerczewskiego,
„Dworcowego” na Dworcu Głównym PKP, „Pokoju” przy Mikołaja, „Pioniera” przy
Jedności Narodowej, „Lalki” przy Prusa, „Polonii” przy Żeromskiego… Niektóre
tytuły zaliczyłem wielokrotnie - np. mimo że nie gustowałem w westernach,
bardzo mi się podobało „Rio Bravo”.
Przykrą konsekwencję wagarowania stanowiły zaległości w nauce. O ile z
nadrabianiem opóźnień z języka polskiego nie miałem problemów, o tyle z
matematyką było coraz gorzej. Męczyłem się z nią aż do matury. Egzamin
dojrzałości z matematyki zdałem może nie cudem, ale nie bez życzliwości moich
nauczycieli. Już wtedy byłem dość znanym dziennikarzem. I nauczyciele
wiedzieli, że matematyka nie jest mi do szczęścia potrzebna.
12.2007