piątek, 8 sierpnia 2014

Wagary i matematyka nie do pogodzenia

   Oj, wagarowałem w dzieciństwie - najpierw będąc uczniem wrocławskiej Szkoły Podstawowej nr 30 przy ul. Wietrznej, a potem SP nr 77 przy ul. Ślężnej - często i długo! Raz moja nieobecność tam trwała około miesiąca. Zamiast się nudzić na lekcjach, wolałem oglądać filmy. Byłem stałym bywalcem kin z seansami porannymi: „Warszawy” i „Śląska” przy ul. Świerczewskiego, „Dworcowego” na Dworcu Głównym PKP, „Pokoju” przy Mikołaja, „Pioniera” przy Jedności Narodowej, „Lalki” przy Prusa, „Polonii” przy Żeromskiego… Niektóre tytuły zaliczyłem wielokrotnie - np. mimo że nie gustowałem w westernach, bardzo mi się podobało „Rio Bravo”.

   Przykrą konsekwencję wagarowania stanowiły zaległości w nauce. O ile z nadrabianiem opóźnień z języka polskiego nie miałem problemów, o tyle z matematyką było coraz gorzej. Męczyłem się z nią aż do matury. Egzamin dojrzałości z matematyki zdałem może nie cudem, ale nie bez życzliwości moich nauczycieli. Już wtedy byłem dość znanym dziennikarzem. I nauczyciele wiedzieli, że matematyka nie jest mi do szczęścia potrzebna.
 
12.2007