czwartek, 7 sierpnia 2014

Nie udawali Greka

   Utrwalenie w pamięci imienia i nazwiska kogoś, kogo ostatni raz widziało się kilkadziesiąt lat temu, świadczy, że nie był to ktoś dla mnie nieznaczący. Tak sobie pomyślałem wspominając dwóch znajomych Greków.

   Znacznie ode mnie starszy Pawlos Parkosidis, znajomy mojej matki, mieszkał na parterze kamienicy naprzeciw wrocławskiego Arsenału przy ul. Cieszyńskiego, a pracował w Państwowej Fabryce Wagonów „Pafawag”. Będąc kilkulatkiem, często go odwiedzałem, bo zawsze mogłem mieć pewność, że da mi kilka złotych na cukierki.

   Natomiast w IV Liceum Ogólnokształcącym dla Pracujących przy ul. Piotra Skargi siedziałem w jednej ławce z równie młodym Fryksosem Kucukanidysem. Miał swoje ulubione francuskie powiedzonko: „C’est la vie!”. W naszej klasie byliśmy jedynymi facetami. W otaczającym nas babińcu nie brakowało nawet zakonnicy.

   Dodam, że na Dolnym Śląsku mieszka sporo Greków. Ci najstarsi osiedlili się tu po przegranej przez komunistów wojnie domowej w Grecji w 1949.

12.2007