Znacznie ode mnie starszy Pawlos Parkosidis, znajomy mojej matki, mieszkał na
parterze kamienicy naprzeciw wrocławskiego Arsenału przy ul. Cieszyńskiego, a
pracował w Państwowej Fabryce Wagonów „Pafawag”. Będąc kilkulatkiem, często go
odwiedzałem, bo zawsze mogłem mieć pewność, że da mi kilka złotych na cukierki.
Natomiast w IV Liceum Ogólnokształcącym dla Pracujących przy ul. Piotra Skargi
siedziałem w jednej ławce z równie młodym Fryksosem Kucukanidysem. Miał swoje
ulubione francuskie powiedzonko: „C’est la vie!”. W naszej klasie byliśmy
jedynymi facetami. W otaczającym nas babińcu nie brakowało nawet zakonnicy.
Dodam, że na Dolnym Śląsku mieszka sporo Greków. Ci najstarsi osiedlili się tu
po przegranej przez komunistów wojnie domowej w Grecji w 1949.
12.2007