Z oddziału wojewódzkiego „Gazety Robotniczej” w Jeleniej Górze do centrali
redakcji we Wrocławiu miałem m.in. obowiązek teleksowania tygodniowych planów
pracy. Aby się mniej stresować, praktykowałem wypróbowany sposób. Najpierw
gromadziłem gotowe teksty, napisane przez siebie i podwładnych. Tymczasowo do
szuflady trafiało oczywiście tylko to, co nie mogło się w niej „ześmierdnąć”.
Następnie informowałem zwierzchników, czego konkretnie w najbliższych dniach
można się ode mnie spodziewać. Mając te tematy w momencie ich zgłaszania
praktycznie już gotowe do przesłania, gwarantowałem sobie i swoim szefom
terminowość realizacji podjętych zobowiązań. No i mogłem spokojnie koncentrować
się na najważniejszym zadaniu: obsłudze z dnia na dzień tzw. bieżączki.
12.2007