Po pierwsze: poszczególne wydania planowano - w szczegółach! - na wiele
miesięcy naprzód. Na informacje o wydarzeniach dnia rezerwowano minimalną ilość
miejsca.
Po drugie: kolportaż niemal całego nakładu odbywał się poza kioskami -
głównie za pośrednictwem zakładów pracy, w obowiązkowej prenumeracie. O
sprzedaż produktu tam się nie martwiono, bo problem zwrotów po prostu nie
istniał.
Na Dolnym Śląsku było zupełnie inaczej. Planowaliśmy dokładniej poszczególne
wydania przeważnie z tygodniowym (piątkowy magazyn - z kilkunastodniowym)
wyprzedzeniem, stawiając na najświeższe informacje z regionu, kraju i świata. I
musieliśmy redagować gazetę tak, by zdecydowana większość czytelników chciała
ją dobrowolnie kupować.
12.2007