Przed - miałem tremę, gdy jako początkujący wywiadowca prasowy umówiłem
się na rozmowę z trzema takimi artystami naraz. Po - wracałem do
redakcji zadowolony.
Najrzadziej odzywał się Piotr Szczepanik, smutas z natury. Za najbardziej
wygadanego robił Jacek Fedorowicz, właściciel wyrafinowanego poczucia humoru.
Natomiast duszą towarzystwa był Bohdan Łazuka, non stop gotów do żartów. Na
przełomie lat 60. i 70. XX wieku tercet ten występował razem w programie
rozrywkowym „Popierajmy się”.
Zapakowałem się razem z nimi do autokaru firmy estradowej i kibicowałem im
podczas koncertów w paru dolnośląskich miejscowościach (dziś już nie pamiętam, w których konkretnie). To była typowa
chałtura, ale na dobrym poziomie.
Po powrocie do Wrocławia, Łazuka odłączył od podążających do hotelu Fedorowicza
i Szczepanika, biorąc ze mną kurs na Klub Dziennikarza. Tam szybko sam
zaproponował bruderszaft, byśmy mogli sobie mówić po imieniu.
12.2007