Gdy zostałem kierownikiem „Gazety Robotniczej” na nowo utworzone województwo
jeleniogórskie, miałem m.in. obowiązek uczestniczenia w posiedzeniach
Egzekutywy Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej pod
przewodnictwem I sekretarza Stanisława Cioska. Podobnie zresztą jak redaktorzy
naczelni tygodnika „Nowiny Jeleniogórskie”: najpierw Staszek Pelczar, potem
Adaś Pierzchała. Ponieważ my, dziennikarze, członkami egzekutywy nie byliśmy –
nie mieliśmy na tym forum prawa głosu, mogliśmy tylko przysłuchiwać się
obradom. I musieliśmy wychodzić z sali przed ostatnim, najciekawszym punktem
porządku dziennego - „sprawy różne” (czytaj: personalne).
Siedzieliśmy w narożniku, przy najmłodszym członku egzekutywy, komendancie jeleniogórskiej chorągwi ZHP, Czarku Wikliku. Razem z nim tworzyliśmy małą „lożę szyderców”, komentując między sobą przebieg debat. Wiklik wkrótce przestał być czynnym działaczem harcerskim, a stał się dziennikarzem. I to wcale nietuzinkowym.
Na egzekutywie zapanowała konsternacja, gdy po jakimś czasie tworzący ją towarzysze zorientowali się, że ja jestem… bezpartyjny. Wcześniej zakładano a priori, że skoro szefuję oddziałowi partyjnego organu prasowego, to z pewnością do PZPR należę.
Po tym odkryciu „nie swojego” wśród „samych swoich”, dla świętego spokoju zapisałem się (pardon: wstąpiłem) gdzie było trzeba. I do dziś się z tego nie wyspowiadałem. O czym donoszę wszelakim oszołomom - tropicielom komuny. A który z nich sam jest bez grzechu, niechaj… (patrz Biblia).
12.2007
Siedzieliśmy w narożniku, przy najmłodszym członku egzekutywy, komendancie jeleniogórskiej chorągwi ZHP, Czarku Wikliku. Razem z nim tworzyliśmy małą „lożę szyderców”, komentując między sobą przebieg debat. Wiklik wkrótce przestał być czynnym działaczem harcerskim, a stał się dziennikarzem. I to wcale nietuzinkowym.
Na egzekutywie zapanowała konsternacja, gdy po jakimś czasie tworzący ją towarzysze zorientowali się, że ja jestem… bezpartyjny. Wcześniej zakładano a priori, że skoro szefuję oddziałowi partyjnego organu prasowego, to z pewnością do PZPR należę.
Po tym odkryciu „nie swojego” wśród „samych swoich”, dla świętego spokoju zapisałem się (pardon: wstąpiłem) gdzie było trzeba. I do dziś się z tego nie wyspowiadałem. O czym donoszę wszelakim oszołomom - tropicielom komuny. A który z nich sam jest bez grzechu, niechaj… (patrz Biblia).
12.2007