piątek, 25 lipca 2014

Dyplomatołki - tak, bydło - nie!

   Cenię sobie Władysława Bartoszewskiego, jak chyba każdy wykształciuch. Trafił - moim zdaniem - celnie, gdy ludzi Lecha i Jarosława Kaczyńskich, kreujących polską politykę zagraniczną, zbyt proamerykańską i za mało europejską, za bardzo antyniemiecką i antyrosyjską, nazwał „dyplomatołkami”.

   Tym bardziej poczułem się zniesmaczony innym stwierdzeniem Bartoszewskiego. Niewątpliwie chybił, przyrównując zwolenników Prawa i Sprawiedliwości do „bydła”. Nawet mnie, też mającemu o elektoracie tej partii kiepskie mniemanie i potrafiącemu wyrażać się nader dosadnie, taka metafora wydała się i krzywdząca, i niedopuszczalna.

   Profesor Bartoszewski zanadto się zagalopował. Tak bywa, kiedy ktoś namaszczony na dyżurny autorytet kraju za bardzo się rozochoci i zapomni o wskazówce niejakiego Cypriana Kamila Norwida, by „odpowiednie dawać rzeczy słowo”.
 
12.2007