Bodaj z nikim innym nie spędziłem w pracy dziennikarskiej w terenie tyle czasu,
ile z fotoreporterem „Gazety Robotniczej” Tadziem Szwedem. Chętnie m.in.
obsługiwaliśmy razem bale sylwestrowe, kilkakrotnie więc pierwsi składaliśmy
sobie nawzajem życzenia noworoczne.
Dobrze się uzupełnialiśmy. Nie tylko służbowo, kiedy on robił zdjęcia, a
ja - notatki do wspólnych tematów. Także prywatnie: on lubił ponarzekać,
ja potrafiłem cierpliwie go słuchać. Im był starszy, tym gorzej znosił
zwłaszcza redakcyjne „wyścigi szczurów” i niedocenianie jego profesjonalizmu
przez młodszych szefów redakcji.
Zmarł w 1999, a jakiejś tam satysfakcji doczekał w 2001. Odtąd coroczna nagroda
dziennikarska dla najlepszego dziennikarza dolnośląskiego jest jego -
redaktora Tadeusza Szweda – imienia.
12.2007