sobota, 14 czerwca 2014

Pod pseudonimem

   Nie wszystko, co dziennikarz napisze, ukazuje się w druku pod jego imieniem i nazwiskiem. W moim przypadku najczęściej, zwłaszcza pod krótszymi tekstami, podpisywałem się pseudonimem.

   Początkowo - tylko łatwo rozpoznawalnym (kłyk).

   Wkrótce nastąpił dłuższy okres, w którym niemal codziennie potrafiłem sam zapełniać swoimi informacjami na różne tematy całą stronę w gazecie. Wtedy poszerzyłem repertuar sygnatur o (k-w) i (ada), by czytelnicy mieli wrażenie redagowania kolumny przez przynajmniej parę osób.

   Później występowałem już niemal wyłącznie pod bardziej zaszyfrowanym (pro). Wziętym od pierwszych liter rodowego nazwiska mojej żony.

   Z rzadka decydowałem się też na (ak). Przy czym akurat takim samym skrótem kończyło swoje publikacje kilku innych redakcyjnych kolegów, mających identyczne inicjały swojego imienia i nazwiska.

12.2007