wtorek, 3 czerwca 2014

Nie do pogodzenia

   Jakże trudno pogodzić osobistą znajomość z politykiem i  pisanie o nim z dziennikarską uczciwością… Przykładem Jan Chaładaj, absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, działacz ruchu młodzieżowego w tym mieście, później m.in. wiceminister gospodarki.

   W kampanii wyborczej do Sejmu w 2001 bardzo zabiegał u mnie o publicity. Chociaż kandydował na posła z pozycji lidera listy koalicji Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Unii Pracy we Wrocławiu - obawiał się prestiżowej porażki ze startującą z dalszego miejsca Hanną Gucwińską z miejscowego zoo. Co prawda niegdyś też był związany z Dolnym Śląskiem, ale teraz miał etykietkę tzw. spadochroniarza spod Warszawy (mieszka w Komorowie po sąsiedzku z piosenkarką Natalią Kukulską i jest ojcem chrzestnym jej syna - też Jasia). Ostatecznie w wyborach udało się mu z Gucwińską nieznacznie wygrać, mandat zresztą zdobyli oboje. Z rozmiarów zwycięstwa nie mógł być zadowolony, jednak odetchnął z ulgą.

   A potem, gdzieś w połowie kadencji, zdarzyła się głośna afera z głosowaniem Chaładaja w Sejmie „na cztery ręce”, za siebie i nieobecnego sąsiada. - Dałem dupy - przyznawał dosadnie poniewczasie.  Musiałem o jego głupiej wpadce (został przyłapany na podwójnym głosowaniu w sprawie, w której takie oszustwo nie miało żadnego wpływu na wynik) pisać wielokrotnie. W rezultacie nasze kontakty urwały się.

12.2007