Przez pewien czas w „Gazecie Wrocławskiej” oprócz mnie pracowała także
dziennikarka Agata Ałykow. Mimo podobieństwa nazwisk, nawet się nie
kolegowaliśmy i byliśmy ze sobą na „pani” i „pan”. Ot, „dzień dobry”, „do
widzenia” - i tyle. Czytelnicy jednak czasem nas mylili. A raz nawet
redakcyjna księgowa zapisała jej wierszówkę na moje konto (oczywiście pieniądze
te zwróciłem).
Agata ma siostrę - Agnieszkę Ałykow, która z kolei jest dziennikarką
„Gazety Wyborczej”. Jej nie znam zupełnie, ani razu się z nią nie widziałem.
12.2007
12.2007