Rozmieniało
się pieniądze na jak najdrobniejsze nominały i szukało równie nadzianego forsą
kolegi. Następnie na przemian rzucaliśmy monety z wysokości pępka na ziemię,
podkręcając je nieco. Wszystko zgarniał do swojej kieszeni ten, który pierwszy
choćby minimalnie nakrył jeden pieniążek drugim. Raz w puli było kilkadziesiąt
groszy, raz - nawet kilka złotych. I tak w kółko, przeważnie aż do
ogołocenia z gotówki przeciwnika (albo siebie). I do podliczenia, ile się
wygrało (lub przegrało) np. oranżad w proszku.
07.2008