poniedziałek, 12 stycznia 2015

Duch Hermaszewskiego nad osiedlem Kosmonautów

   W 30. rocznicę tamtego historycznego lotu, nasze media przypomniały sobie o pierwszym i jak dotychczas wciąż jedynym polskim kosmonaucie Mirosławie Hermaszewskim. Naprawdę warto pamiętać, że PRL była czwartym - po ZSRR, USA i CSRS - państwem, które miało swojego obywatela na orbicie okołoziemskiej.

   Niektórzy dziennikarze nie mogli sobie odmówić odnotowania przy tej okazji, że Hermaszewski za swój wyczyn na sowieckim statku kosmicznym „Sojuz 30″ otrzymał m.in. Order Lenina i honorowy tytuł Bohatera Związku Radzieckiego, zaś w Polsce w stanie wojennym został - bardziej z rozkazu niż z własnej woli - członkiem rządzącej wtedy państwem 22-osobowej Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Ciekawe też, że już w III RP nasz kosmonauta dwukrotnie kandydował w wyborach parlamentarnych, ale nie dostał się ani do Senatu, ani do Sejmu.

   Mnie, regionalnego patriotę, kontentuje to, że Hermaszewski (generał od 1988) to chłopak z Dolnego Śląska. Urodzony w 1941 na Wołyniu, cudem ocalały z ukraińskiej rzezi, po II wojnie światowej repatriował się z rodzicami do Wołowa, gdzie ukończył szkołę podstawową i liceum. A pierwsze loty, szybowcami, zaliczył na lotnisku Aeroklubu Wrocławskiego. Dokładnie w miejscu, w którym jest obecnie osiedle Kosmonautów i moje na nim mieszkanie.
 
06.2008