Niektórzy
dziennikarze nie mogli sobie odmówić odnotowania przy tej okazji, że
Hermaszewski za swój wyczyn na sowieckim statku kosmicznym „Sojuz 30″ otrzymał
m.in. Order Lenina i honorowy tytuł Bohatera Związku Radzieckiego, zaś w Polsce
w stanie wojennym został - bardziej z rozkazu niż z własnej woli -
członkiem rządzącej wtedy państwem 22-osobowej Wojskowej Rady Ocalenia
Narodowego. Ciekawe też, że już w III RP nasz kosmonauta dwukrotnie kandydował
w wyborach parlamentarnych, ale nie dostał się ani do Senatu, ani do Sejmu.
Mnie,
regionalnego patriotę, kontentuje to, że Hermaszewski (generał od 1988) to
chłopak z Dolnego Śląska. Urodzony w 1941 na Wołyniu, cudem ocalały z ukraińskiej
rzezi, po II wojnie światowej repatriował się z rodzicami do Wołowa, gdzie
ukończył szkołę podstawową i liceum. A pierwsze loty, szybowcami, zaliczył na
lotnisku Aeroklubu Wrocławskiego. Dokładnie w miejscu, w którym jest obecnie
osiedle Kosmonautów i moje na nim mieszkanie.
06.2008