W
nakazowo-rozdzielczym PRL-u miałem zdecydowanie większy apetyt. Np. na samą
myśl o ptasim mleczku czy chałwie czułem się głodniejszy niż byłem. W
wolnorynkowej RP słodyczy pod dostatkiem, tylko kupować - a ja jakoś nie
mam nań ochoty. Podobnie jak na pomarańcze czy arbuzy. Kiedyś owoce te
smakowały mi bardziej.
Nie
ma to jak markowa herbatka i dobrze wypieczona bułka z prawdziwym masłem. Dla
mnie wciąż zestaw delikatesowy!
03.2008