Rada
Nadzorcza Spółdzielni Mieszkaniowej „Piast” we Wrocławiu uchwaliła, że za każdą
kartkę skopiowanego dokumentu trzeba zapłacić 1,50 zł. Za taką kwotę można
kupić nawet bochenek chleba.
Półtora
złotego kosztuje więc np. ksero mieszczącej się na jednej stronie uchwały rady
nadzorczej, w której przyznaje ona jednogłośnie prezesowi zarządu spółdzielni
premię „w pełnej wysokości”. W jakiej konkretnie - tego się zainteresowani
członkowie nie dowiadują.
Półtora
złotego kosztuje także inna jednozdaniowa uchwała rady nadzorczej, w której
ona, również jednomyślnie, „zobowiązuje Zarząd do najkorzystniejszego
rozporządzenia majątkiem Spółdzielni”. Tyz piknie, a że bez żadnego konkretu…
Wspomniane
uchwały mieszczą się na jednej kartce. Ale nawet w wielostronicowych (czyli w
odpowiednio droższych przy kserowaniu) protokołach tejże rady nadzorczej treści
zazwyczaj jak na lekarstwo, za to urzędniczego bełkotu aż nadto. Każdy członek
może tę kupę makulatury mieć w odpisach u siebie w domu. Pod warunkiem, że za
owe dzieła sztuki biurokratycznej drogo zapłaci.
Ciekaw
jestem, co bardziej zadecydowało o ustanowieniu wysokiej ceny zaporowej:
finansowe zniechęcanie członków spółdzielni do kopiowania dokumentów, czy
robienie z tego obowiązku dodatkowego biznesu? Zapewne jedno i drugie.
Puentą
niech będzie fakt, że wrocławski „Piast” bynajmniej nie przoduje na liście
najwyższych stawek za kserowanie. Są w naszym pięknym, praworządnym kraju
spółdzielnie, które winszują sobie po 5 zł za kartkę, podczas gdy tzw. koszt
sporządzenia odbitki wynosi nie więcej niż 20 gr.
03.2008
03.2008