Wybiórcza pamięć zachowała na starość dwa zdarzenia z dzieciństwa, po których
wyjątkowo długo i głośno płakałem.
Ryczałem zwłaszcza wówczas, gdy jakiś wyrostek wyrwał mi z rąk dopiero co
kupioną bambusową wędkę i uciekł z łupem w nieznane. Stało się to, kiedy
próbowałem nią łowić ryby w Ślęzie na odcinku między Partynicami a Kleciną na
peryferiach Wrocławia.
Ryczałem także, gdy matka wyrzuciła mnie na kilka godzin z mieszkania, bo
kupiłem bochenek chleba, który miał zbyt spaloną skórkę. Nie mogłem go wymienić
w piekarni, bo po drodze do domu zdążyłem go spróbować.
02.2008