niedziela, 5 października 2014

Tylko płakać

   Wybiórcza pamięć zachowała na starość dwa zdarzenia z dzieciństwa, po których wyjątkowo długo i głośno płakałem.

   Ryczałem zwłaszcza wówczas, gdy jakiś wyrostek wyrwał mi z rąk dopiero co kupioną bambusową wędkę i uciekł z łupem w nieznane. Stało się to, kiedy próbowałem nią łowić ryby w Ślęzie na odcinku między Partynicami a Kleciną na peryferiach Wrocławia.

   Ryczałem także, gdy matka wyrzuciła mnie na kilka godzin z mieszkania, bo kupiłem bochenek chleba, który miał zbyt spaloną skórkę. Nie mogłem go wymienić w piekarni, bo po drodze do domu zdążyłem go spróbować.

02.2008