niedziela, 19 października 2014

Jestem "z prasy"

   Nie lubiłem też wymachiwać legitymacją prasową bez niezbędnej potrzeby. Zresztą wyglądałem chyba na tyle wiarygodnie albo po prostu byłem na tyle znany, że niezwykle rzadko rozmówca chciał sprawdzać moją tożsamość.

   Jednak nawet legitymacja prasowa nie wystarczała podczas obsługi wizyt politycznych VIP-ów z najwyższej półki, w tym prezydentów i premierów. Aby zbliżając się do nich na wyciągnięcie ręki uniknąć bolesnych reakcji bezpardonowych ochroniarzy (czy jak kto woli: borowików albo goryli), trzeba było sobie przypiąć lub zawiesić załatwiany wcześniej specjalny identyfikator z nazwami imprezy i redakcji, swoim imieniem i nazwiskiem, a niekiedy także z osobistym zdjęciem.
 
02.2008