piątek, 24 października 2014

Ja jako związkowiec

   W niewątpliwie ewolucyjnym i niemal rewolucyjnym społecznie roku 1981 sam zaangażowałem się w aktywną działalność związkową. Ani w ówczesnej prorządowej branżówce, ani w opozycyjnej wobec władzy „Solidarności”. Poszukiwałem trzeciej drogi, zwanej autonomiczną. I chyba zabłądziłem.

   Współtworzyłem w Jeleniogórskim Ośrodku Prasowym, znajdującym się wówczas u zbiegu ulic Okrzei i Pocztowej, koło Związku Zawodowego Dziennikarzy PRL. Z zachowanej dokumentacji wynika, że na zebraniu założycielskim było 9 z 13 członków, reprezentujących tygodnik „Nowiny Jeleniogórskie” oraz miejscowe placówki „Gazety Robotniczej”, „Słowa Polskiego”, Polskiej Agencji Prasowej i Telewizji Polskiej. W tajnym głosowaniu wygrałem pierwszą turę wyborów na przewodniczącego koła (dostałem sześć głosów, przy dwóch dla Artura Schabowskiego i jednym dla Zbyszka Kilara), ale odmówiłem przyjęcia tej funkcji. Tu trzeba wyjaśnić, że obligatoryjnie wybieraliśmy spośród wszystkich 13 członków, bez pytania kogokolwiek z nich wcześniej o zgodę na kandydowanie. Druga tura też nie dała rozstrzygnięcia, w trzeciej natomiast wymaganą bezwzględną większość zebrał fotoreporter Schabowski.

   Ja natomiast zostałem wybrany do 6-osobowego zarządu dolnośląskiego oddziału Związku Zawodowego Dziennikarzy PRL. A potem, z rozpędu, znalazłem się w kolegialnym, 3-osobowym kierownictwie Wojewódzkiego Zespołu Konsultacyjnego Autonomicznych Związków Zawodowych w Jeleniej Górze. Oprócz mnie, byli w nim kierownik domu wypoczynkowego „Mieszko” w Karpaczu Maria Górska (NSZZ Pracowników Funduszu Wczasów Pracowniczych w Polsce) i kierownik Spółdzielni Mieszkaniowej „Informatyk” przy tutejszych Zakładach Elektronicznej Techniki Obliczeniowej Mieczysław Sikora (ZZ Inżynierów). W szeregach lokalnego ruchu autonomicznego mieliśmy też „kadrę kierowniczą jednostek gospodarki uspołecznionej”, pracowników „Samopomocy Chłopskiej”, ochrony przeciwpożarowej, papierni, mleczarni i turystyki, a nawet przedstawicieli kominiarzy. Ponadto na prawach obserwatorów zapisali się przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości.

   Rozmawialiśmy bezpośrednio m.in. z ówczesnym ministrem do spraw współpracy rządu ze związkami zawodowymi Stanisławem Cioskiem. Jedno ze zdań sporządzonego przeze mnie protokołu z tego spotkania brzmi: „Odpowiadając na pytania oświadczył m.in., że jest za dialogiem ze wszystkimi związkami zawodowymi przy jednym, wspólnym stole”. O historycznym Okrągłym Stole wtedy, w 1981, nikt jeszcze nawet nie myślał. Stał się on faktem dopiero w 1989.

   W liście otwartym do radnych Wojewódzkiej Rady Narodowej w Jeleniej Górze, zredagowanym wspólnie przez działające na tym terenie związki branżowe (z ich szefem Bogumiłem Fiedorkiem) i autonomiczne, podkreśliliśmy: „Za zadania na dzień dzisiejszy pierwszoplanowe uważamy przywrócenie obustronnej więzi ekonomicznej między miastem i wsią oraz wyegzekwowanie w praktyce służebnej roli administracji wobec obywateli, tu bowiem widzimy źródła największych obecnie sprzeczności, rodzących najbardziej niebezpieczne dla narodu konflikty”.

   Na co dzień jako związkowiec statutowo zajmowałem się obroną interesów pracowniczych jeleniogórskich dziennikarzy. Co w realu oznaczało np. walkę - z pomyślnym finałem - o możliwość robienia przez nich zakupów na listę w kiosku wewnętrznym przedsiębiorstwa „Ruch”, znacznie lepiej zaopatrzonym niż zwyczajne kioski uliczne. Bo niemal wszystko - od papierosów, przez proszki do prania, pastę do zębów i żyletki, po… niektóre tytuły prasowe - było wtedy towarem deficytowym lub reglamentowanym. Zabiegałem też - również z sukcesem - aby niektórzy zainteresowani mogli korzystać w stołówce KW PZPR wyłącznie z obiadów jarskich. Nie oddawało się wówczas części kartek na mięso i płaciło się mniej. Ponadto pomagaliśmy sobie nawzajem w załatwianiu zapasów owoców i warzyw na zimę. Takie to mieliśmy czasy.
 
02.2008