Jak na regularne granie w lotto od osiągnięcia pełnoletności, to co najwyżej
nagroda pocieszenia. Jednak wciąż nie tracę nadziei na milion, trzymając
się zarazem paru hazardowych reguł.
Po pierwsze: systematycznie płacę w kolekturze dobrowolny podatek od
szczęścia - nie modląc się o fortunę niczym Żyd w starej anegdocie, w której
zniecierpliwiony Bóg rzecze do niego: „Icek, daj mi wreszcie szansę i zagraj!”.
Po drugie: nie kombinuję, co by było, gdyby… Np. gdybym pomnożył multilotkową
stawkę, to wygrałbym proporcjonalnie więcej. Znacznie bardziej prawdopodobne
byłoby bankructwo. A więc umiar nade wszystko!
01.2008
01.2008