W PRL-u teksty dziennikarskie przed ich wydrukowaniem czytali nie tylko redaktorzy i korektorzy, także składający je linotypiści i - a jakże - czujni cenzorzy. Dobrze, że te czasy minęły.
Źle, że już w III RP, gdy „Gazeta Robotnicza” przekształcała się w „Gazetę Wrocławską”, nasz wydawniczy decydent postanowił zaoszczędzić na korekcie! Przez pewien czas ograniczony do minimum zespół redakcyjnych korektorów czytał niemal wyłącznie płatne ogłoszenia, bo wszelkie błędy w nich kosztowały najdrożej.
01.2008
01.2008