niedziela, 28 września 2014

Gdzie jest ta ulica, gdzie jest ten dom...

   Tego domu we Wrocławiu dawno już nie ma. Stał przy alei Słowackiego 19, na rogu z też już nieistniejącą ulicą Kujawską. Obecnie tutaj, naprzeciw gmachu Urzędu Wojewódzkiego, w sąsiedztwie mostu Grunwaldzkiego, jest plac Społeczny.

   To miejsce, gdzie z chłopaka wyrastałem na mężczyznę. Gdzie starszy od nas, dzieciaków, Zbigniew Paryżak pozwalał nam, cherlawym kandydatom na kulturystów, korzystać ze swojej piwnicznej siłowni. Gdzie na trawniku graliśmy do upadłego gumowymi (o skórzanych mogliśmy pomarzyć) piłkami, które niekiedy pękały pod kołami przejeżdżających w pobliżu samochodów. Gdzie na skwerkowej ławce pocałowałem pierwszą dziewczynę o imieniu Józka (jak ona miała na nazwisko? - nie mogę sobie przypomnieć), broniącą się przed moimi zalotami… ślinotokiem. Gdzie straciłem cnotę z Alą N. (jej nazwisko oczywiście pamiętam). Gdzie kolegowałem się z Teosiem Rosjanem, zafascynowanym Beatlesami i fizycznie nawet podobnym do Ringo Starra. Gdzie za postrach podwórka robił Krzysiek Gaworski, zawsze gotów do bitki o cokolwiek. Gdzie najbardziej charakterystyczną postacią był Kazio paralityk, który swe kalectwo podobno zawdzięczał rodzicom, Świadkom Jehowy, przeciwnym operacji z transfuzją krwi. Gdzie w kiosku przy przystanku tramwajowym z samego rana kupowałem „Gazetę Robotniczą”, by móc już przy śniadaniu poczytać znane mi co najmniej w przeddzień, bo przez siebie napisane, informacje. Gdzie zachodziłem od kuchni do restauracji „Pod Złotą Kaczką”, by kupować za półdarmo zupę na wynos. Gdzie na rozległym placu od czasu do czasu instalował się cyrk albo lunapark…

   Ech, „to se ne vrati” - jak powiadali starożytni Amerykanie!

02.2008