Do „odkrycia” moich predyspozycji dziennikarskich przyznawało się dwóch redaktorów „Gazety Robotniczej”: Tadziu Burzyński i Włodzimierz Kisil. - To ja pierwszy poznałem się na twoich uzdolnieniach - przekonywali obaj.
Natomiast moim pierwszym bezpośrednim szefem w redakcji był kierownik działu miejskiego Zdzisław Rajca. Pasował do tej funkcji nie tylko nazwiskiem, ale i umiejętnościami. Niestety, jak niejeden w tym środowisku zawodowym, nadużywał alkoholu (ze względu na kolor twarzy młodzi reporterzy dali mu ksywę: „Deep Purple”) i z powodu niedyspozycji („lumbago”, jak sobie żartowaliśmy) niekiedy nie był zdolny do pracy. Wtedy jego podwładni brali interes w swoje ręce i wykonywali robotę za niego.
01.2008