Honorowym dawcą krwi zostałem w 1969 pod niejakim przymusem. Ponieważ
byłem już wtedy głównym żywicielem rodziny (matki i młodszej ode mnie o 13 lat
siostry), powołanie do wojska raczej mi nie groziło. Kiedy jednak na komisji
rekrutacyjnej jeden z jej członków zaproponował honorowe oddanie krwi, nie
odmówiłem. Zwłaszcza że oficer ten, niby żartem, dodał: „Bo jak nie, to…”. Co
prawda, akurat był 1 kwietnia, ale wolałem nie sprawdzać, czy to tylko prima
aprilis.
Pamiątką jest legitymacja z napisem, że została ona „wydana w dowód uznania za
bezpłatne oddanie swej krwi dla ratowania życia ludzkiego”. Zawiera
adnotację, że właśnie 1.04.1969 ofiarowałem 250 ml i mam grupę A Rh+. Jest
też informacja, że dokument ten uprawnia do „pierwszeństwa w korzystaniu z
usług zakładów Służby Zdrowia”. Słowo daję, że z tego przywileju nie
skorzystałem ani razu.
01.2008