wtorek, 8 lipca 2014

Komiksowy bubel

   Dziennikarskie dinozaury „Gazety Robotniczej” są zgodne, że koniec polskiego i początek niemieckiego właścicielstwa tego dziennika po nastaniu III RP to w dużej mierze zasługa ówczesnego redaktora naczelnego Andrzeja Bułata i jego szwagra Staszka Drozdowskiego.

   Obaj za redakcyjne pieniądze zrealizowali swój świetny - w ich mniemaniu - pomysł wydawniczy, reklamowany jako pierwszy w naszym kraju komiks fotograficzny (te rysunkowe cieszyły się wówczas dużą popularnością). Jednak zamiast dochodowego sukcesu, była finansowa klęska. Zabrakło - drobiazg - czytelników, a ściślej: oglądaczy. Niemal cały nakład zalegał najpierw w kioskach, potem w magazynie, aż w końcu został przemielony na makulaturę, bo samo przechowywanie bubla też dodatkowo kosztowało.

   Gazeta popadła w długi i groziła jej nawet likwidacja. Jedyną szansą na ratunek stała się stopniowa prywatyzacja tego tytułu prasowego, co też nastąpiło.

12.2007