13.12.2007 jedni żyli podpisaniem traktatu reformującego Unię Europejską,
inni - rocznicą stanu wojennego, a ja - wieczorem wigilijnym w jednej
z sal wrocławskiego hotelu „Mercure Panorama”. Gościem honorowym na tym
tradycyjnym spotkaniu członków dolnośląskiego oddziału Stowarzyszenia
Dziennikarzy RP już po raz dziesiąty był kardynał Henryk Gulbinowicz. Mnie - bezbożnikowi - poszczęściło się dwukrotnie. Były metropolita wrocławski nie
tylko podszedł do mnie (jak do wszystkich pozostałych uczestników uroczystości)
i przełamał się opłatkiem. Wcześniej zupełnie przypadkowo przejechałem się
razem z nim windą, przed którą podał mi rękę ze słowem: „uszanowanie”, na co
ja: „nawzajem”.
Regularna obecność księdza Gulbinowicza na wigiliach u dziennikarzy to głównie
zasługa zaprzyjaźnionego z nim dolnośląskiego szefa stowarzyszenia - Waldka
Niedźwieckiego. Niemal bez przerwy uśmiechnięty, ponad 80-letni już kardynał
(są dwie wersje daty jego urodzenia), nie byłby sobą, gdyby nie pożartował. Z
właściwym mu poczuciem humoru zareagował m.in. na życzenie, by mógł się z
nami spotkać przed Bożym Narodzeniem jeszcze z czterdzieści razy. Poprosił, by
„nie opowiadać bajek”. Zarazem jednak przestrzegł, by „nie wywoływać wilka z
lasu”, jego przodkowie bowiem bywali wyjątkowo długowieczni, np. pradziad
przeżył 107 lat.
12.2007
12.2007