czwartek, 21 kwietnia 2016

Przyganiał kocioł garnkowi

   Nikt mnie – rzeźbiącego w literkach zawodowego pismaka – nie irytuje bardziej od kogoś, kto wytyka innym błędy gramatyczne, ortograficzne lub interpunkcyjne, które sam popełnia. Dzisiejszy przykład.

   Pewien fejsbukowicz, publikujący dziwaczne jednozdaniowe posty w trzeciej osobie, najpierw napisał (cytuję wiernie w całości): „cieszyłby się, gdyby redaktor naczelny i dziennikarz @lis_tomasz, w tym kontekście, poszedł na korepetycje z interpunkcji:”. Tymi słowy skrytykował Tomasza Lisa, który na Twitterze umieścił zdanie: „I w kwestii muzyki i w kwestii Polski” bez wymaganego przecinka przed drugim „i”.

   Zaledwie godzinę później tenże fejsbukowicz napisał (znów cytuję wiernie w całości): „nie może rozstrzygnąć, bardziej irytuje, go, pora czy dzwoniący”. Pomijam niezbyt zrozumiałą dla czytelników manierę językową autora, zwracam tylko uwagę na rażąco nieprawidłowe zastosowanie właśnie przecinków.

   A jak znaczący bywa ten niepozorny znak interpunkcyjny, niech świadczą choćby dwa załączone memy…